https://i.imgur.com/AgDq0y3.jpg
RUVIK DIMITRIJ SHELGYN
DATA I MIEJSCE URODZENIA 6 GRUDNIA 1993, PETROVICHI, BIAŁORUŚ
WIEK 27 LAT
ZAWÓD DETEKTYW
ORIENTACJA PANSEKSUALNA
Historia
Gospodarstwo nigdy nie wyróżniało się na tle innych, znajdujących się na obrzeżach małego białoruskiego miasta Petrovichi. Ot, kilka zabudowań, skrawek pola za największą stodołą, pies uwiązany na krótkim łańcuchu do zrobionej z kilku zbitych desek budy. Gdy wprowadziło się tam młode jeszcze małżeństwo Ignatovich, według sąsiadów przynieśli oni przyjemną woń nowości oraz ducha wielkiego miasta, z którego oboje pochodzili. Plotki głoszą, że nic nie zapowiadało tego, co się miało wydarzyć w przeciągu kolejnych trzydziestu lat. Oboje wyglądali na szczęśliwych, normalnych. To właśnie te pozory stały się najbardziej mylące.
Trudno ustalić dokładny moment w historii rodziny, gdy utkana z kłamstw i złudzeń bańka ostatecznie pękła. Z dużą dozą prawdopodobieństwa przypadł on na moment, w którym po narodzinach najstarszego z synów Andreya i Yulii, Mikalaja, okazało się, że zarobki z pracy w hucie nie są wystarczające do utrzymania rodziny. Zaczęły się kłótnie, dyskusje, próby dorobienia na boku. W końcu przyszedł ratunek. Propozycja prostej roboty, wystarczyło bowiem przewieźć ciężarówkę z ukraińskimi kobietami przez granicę, przez Polskę Ludową, do NRD. I ta decyzja zapieczętowała los Andreya, bowiem według ukochanej "w chwili, gdy usiadł za kierownicą tamtego auta, przestał być tym samym człowiekiem". Przez kolejne lata mężczyzna coraz bardziej zagłębiał się w przestępczy półświatek Białorusi, stopniowo zyskując uznanie wśród członków mińskiej mafii. Ciężar sumienia mężczyzny wywarł niemały wpływ na jego psychikę, popychając Ignatovicha do sięgania po kolejne używki. W kuchni i dziennym pokoju gospodarstwa coraz częściej na stołach i blatach pojawiały się puste opakowania po papierosach czy puste butelki. Coraz rzadziej mężczyzna spoglądał na swych synów, krążą plotki, że nie zauważył nawet narodzin drugiego i ostatniego z nich, Dimitrija, urodzonego pod osłoną nocy na poddaszu. Zaczęły się codzienne awantury. Andrey tłumaczył wszystko potrzebą wychowania nieposłusznych dzieci. Na ścianie przy pokoju chłopców wisiał regulamin, napisany któregoś wieczoru koślawym pismem z rogiem zabrudzonym alkoholem. Poniżej na wbitym gwoździu wisiał skórzany pas, podobno należący kiedyś do dziadka Vadima. Procesowi "wychowania" podlegała cała rodzina, niezależnie od wieku. Panowała zmowa milczenia. Yuliya tłumaczyła z uśmiechem sąsiadom, że siniaki na jej skórze powstały, gdy spadła z drabiny podczas pracy w ich małym sadzie, a Mikalaj powtarzał nauczycielom wyuczoną formułkę o wypadku podczas jazdy na rowerze, gdy po raz kolejny przychodził do klasy z owiniętą bandażem ręką. Tylko Dimitrji jako jedyny zwierzał się starszej sąsiadce z gospodarstwa obok, pchany typowo dziecięcą szczerością. Pewnego dnia nawet milicja postanowiła zjawić się u progu domu małżeństwa, niczego nie znajdując. Wizyta ta skutkowała prawie półmiesięczną śpiączką ledwie sześcioletniego wtedy dziecka, którego wiotkie ciało Yuliya zmuszona była wręcz wyrwać z rąk wściekłego męża. Ta chwila była przełomem w życiu, czy raczej rozwoju chłopca, bowiem ten od tej chwili zaczął zachowywać się zupełnie inaczej. Z uśmiechniętego dziecka stał się wycofanym malcem, warczącym jak pies i gryzącym, gdy tylko dłoń ojca znajdowała się w jego pobliżu. Zaczął kulić się na krześle, a także dygotać w najmniej spodziewanych momentach. Z upływem lat odruchy stały się mniej widoczne, dzięki czemu młody chłopak mógł wstąpić w poczet uczniów Szkoły Policyjnej. Decyzja ta spotkała się z dużą dezaprobatą ze strony Andreya, obawiającego się, że z tego powodu przestępstwa, jakich się dopuszczał, ujrzą światło dzienne. Jego syn miał zupełnie inny plan. Wystarczyło bowiem dosypanie do otwartej butelki w kuchni nieco przemysłowej trutki na szczury, wykradzionej z budynku szkoły. Później wszystko potoczyło się szybko. Śmierć tyrana we własnym fotelu, przeprowadzone pobieżnie dochodzenie, bowiem winny znalazł się niezwykle szybko. Do tego momentu Dimitrij pamięta widok Mikalaja, wyprowadzanego z domu w zimną noc. I jego słowa, które spisał na początku dziennika.
"Żyj za nas obu, Dimi."
Opuścił rodzinne strony kiedy tylko miał taką możliwość. Będąc znanym ze swego talentu detektywistycznego, udało się mu zdobyć pracę w Nowym Świecie, miejscu, gdzie podobno spełniają się ludzkie marzenia. Tam przyjął nowe imię - Ruvik Shelgyn. Byleby tylko zapomnieć o przeszłości.
Charakter
Widząc sunącą się korytarzem chudą sylwetkę Słowianina, jego zapadnięte policzki i niedbale ułożone włosy, trudno oprzeć się wrażeniu, że ma się do czynienia z kimś, kto przegrał walkę ze złośliwym światem i poddał się po prostu jego biegowi. Tym bardziej mniej skłonnym jest się do uwierzenia, że to właśnie ten człowiek kryje w sobie bystry umysł geniusza, znanego z talentu do uzyskiwania informacji czy poszlak, czasami w nie do końca zgodny z prawem sposób. Niektórzy złośliwie mówią, że nawet jeśli ktoś twierdzi, iż nie popełnił przestępstwa, wścibski detektyw odnajdzie na niego nawet najdrobniejszy dowód. Z tego powodu często spotyka się z krytyką ze strony współpracowników, bowiem niektóre rzeczy powinny pozostać nieukryte, a osoby - zostawione w spokoju. Nie mówiąc już o ogólnym wizerunku policji, który według spekulacji może ulec pogorszeniu. Bowiem co mogą pomyśleć postronni obserwatorzy, kiedy dostrzegą mundurowego z uchem przy drzewie czy zawzięcie przeszukującego piasek nad rzeką?
Pomimo tego, część policjantów czerpie specyficzną przyjemność z przebywania w towarzystwie ekscentrycznego Shelgyna podczas przerw, nawet jeśli ten czasami potrafi się w jednej chwili zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Niczym dziwnym na białoruskiej komendzie było znajdowanie we wspólnej kuchni fragmentów porozbijanych kubków po kawie, a później odnajdowanie mamroczącego pod nosem przekleństwa Ruvika, który w łazience starał się opatrzyć pokrwawione dłonie. Nowym mówiono, że do detektywa należy się przyzwyczaić, głównie do jego napadów złości czy szorstkiego odzywania się, nawet jeśli kilka minut wcześniej żartował bez większych problemów. Do chaosu, jaki zostawia za sobą, czy to na biurku, czy nawet w domu, gdzie na próżno dostrzec jakikolwiek wzór, przynajmniej dla zwykłego szarego człowieka. Może to właśnie jest ta jedyna, najlepsza metoda - przyzwyczaić się do Shelgyna i jego inności. Taką taktykę wielu przyjmuje, nie chcąc za bardzo zagłębiać się w istotę problemu.
Ten natomiast naturę ma złożoną, odbijającą się na zachowaniu, jak i charakterze Białorusina. Czasami drży w nieoczekiwanych momentach czy nieruchomieje, spoglądając beznamiętnie w dal. Demony przeszłości nadal trzymają duszę mężczyzny w swych szponach, nie pozwalając mu postąpić ku lepszym dniom. Nadal spotkać można się z momentami, gdy pchany dawnymi odruchami, warczy na drugą osobę w obawie przed skrzywdzeniem. Jak za czasów dzieciństwa.
Inne
Za swego rodzaju centrum operacyjne Shelgyna uznać można jego niewielkie, bo dwupokojowe mieszkanie. Zazwyczaj równie zaśmiecone jak biurko, jest zaraz po pracy jednym z trzech miejsc, gdzie napotkać można detektywa (trzecim jest lokalny sklep osiedlowy, zawsze zaopatrzony w przypominające papierosy gumy do żucia). Oprócz szczególnych okazji, raczej na próżno szukać go w innych miejscach, chociaż wprawione oko dostrzeże, że rutyna mężczyzny zmienia się każdego dnia. Dlaczego? Najpewniej, aby zmylić wyimaginowanych wrogów, którzy zdaniem Białorusina czają się na każdym kroku i czekają tylko, aż ten straci na chwilę czujność, aby go zaatakować.
Warto wspomnieć także o dzienniku, skrzętnie chowanym przed spojrzeniami obcych. Nie jest do końca pewne, co znajduje się tam oprócz pisanej często na skrawkach papieru poezji. Być może znajdujące się tam rzeczy nieważne dla innych, bliskie jedynie sercu Słowianina. Może też skrywają tajemnice na temat spraw zupełnie przekraczających rozumienie szarych ludzi.